Mimo niepewności oraz dezinformacji jakie zapanowały w związku z rządowymi obostrzeniami dotyczącymi Sylwestra, branża pirotechniczna zanotowała dobre wyniki sprzedaży. Choć punktów handlujących materiałami pirotechnicznymi było w tym roku mniej niż w ubiegłym, to te, które funkcjonowały, wyprzedawały swój towar do zera. W kontekście całego roku 2020 sytuacja jest jednak niekorzystna, a branża donosi o dużych stratach.

Z prognozowanych pod koniec minionego roku scenariuszy dotyczących Sylwestra, najbardziej sprawdził się ten „amerykański”. Chodziło o to, że w związku z odwoływaniem tradycyjnych pokazów sztucznych ogni, gwałtownie wzrośnie sprzedaż detaliczna. Tak właśnie wyglądało to przed amerykańskim świętem niepodległości 4 lipca. Niektórzy handlowcy mówili wtedy nawet o 300-proc. wzroście sprzedaży fajerwerków. W Polsce skala jest oczywiście inna, ale efekt był podobny. Zainteresowanie konsumentów było bardzo duże.

Handel sztucznymi ogniami to z jednej strony niewielkie punkty sprzedaży, z drugiej – ogólnopolskie sieci handlowe. – Te pierwsze mówią o często, całkowicie wyprzedanym towarze, drugie – swoje wyniki sprzedaży szacują różnie. W dużej mierze zależały one od tego, jak kierownictwo danego sklepu podchodziło do przygotowania ekspozycji i reklamowania artykułów pirotechnicznych. Niemniej jednak zainteresowanie ze strony klientów dużych sieci handlowych także było widoczne – tłumaczy Marta Smolińska, wiceprezes Fundacji Rozwoju i Edukacji Pirotechnicznej. – Duży wpływ na sytuację miał również czas rozpoczęcia sprzedaży. Niektóre punkty i sklepy rozpoczynały ją już na początku grudnia, inne pod sam koniec miesiąca – dodaje.

Po części sprawdził się także drugi scenariusz dotyczący świętowania Sylwestra w czasie pandemicznych obostrzeń. Polegał on na organizacji jednego, dużego pokazu sztucznych ogni, który mógłby być oglądany z okien lub balkonów, bez gromadzenia się w jednym miejscu. W ten sposób w roku 2020 świętowano z różnych okazji we Francji i na Malcie. W Polsce pokaz fajerwerków bez udziału publiczności zorganizowały m.in. Zielona Góra oraz Iława.

– Nie zabrakło pokazów organizowanych indywidualnie. Zakaz przemieszczania się spowodował, że niektórzy w obawie przed mandatami postanowili odpalić fajerwerki przed godziną 19. Ich użycie w dużej ilości zaobserwowaliśmy jednak również w okolicach północy, co pokazuje, że Polacy nie zrezygnowali z takiej formy świętowania Nowego Roku. W Internecie można znaleźć filmik z granicy polsko-niemieckiej, na którym widać rozświetlone fajerwerkami niebo nad Polską i tylko pojedyncze wystrzały w Niemczech – opowiada wiceprezes Fundacji Rozwoju i Edukacji Pirotechnicznej.

Mimo dobrych wyników w Sylwestra, branża pirotechniczna ocenia rok 2020 negatywnie. Ze względu na pandemię koronawirusa na całym świecie odwoływano pokazy sztucznych ogni, a także koncerty, festiwale czy eventy, w trakcie których tradycyjnie korzysta się z pirotechniki scenicznej. Spadek popytu na świecie uderzył polską branżę wyjątkowo mocno zważywszy na fakt, że Polska jest jednym z największych eksporterów materiałów pirotechnicznych. Według danych z 2019 r. byliśmy pod tym względem na piątym miejscu, sprzedając fajerwerki za 14,5 mln dolarów, co stanowiło 1,5 proc. wartości światowego eksportu.